O POLSKIM SOLIDARYZMIE... GDY POLAK POLAKOWI WILKIEM...

Skąd się bierze w nas tyle zawiści i złości, gdy komuś „z naszych” coś się udaje osiągnąć? Czy to leczenie własnych kompleksów, próba podniesienia własnej samooceny, czy może inne czynniki wpływają na brak tolerancji wobec tych, których powinniśmy wspierać i wspólnymi siłami osiągać sukcesy na arenie międzynarodowej?

Bardzo łatwo jest kogoś zdeptać, zmieszać z błotem, napluć w twarz. Polacy kochają rzucać w siebie mięsem nie szanując swoich poglądów, przekonań, wartości. A już pierwsi są do tego, gdy komuś coś się udaje. To jest ta Polska XXI wieku? Wystarczy poczytać komentarze pod jakimkolwiek artykułem na jakimkolwiek portalu internetowym. Czemu nie umiemy rozmawiać, dyskutować merytorycznie, przekonywać do swoich racji za pomocą argumentów czy faktów? Żyjąc w Polsce nie raz na własnej skórze odbierałem ludzką zawiść i wiem, że nie jestem w tym odosobniony. Obecnie z ROANEM jesteśmy w kolejnej trasie koncertowej w Chinach. Inny świat, choć bardzo skomplikowany – szczery i prawdziwy. Nie, nie mam zamiaru uwijać tu sobie gniazdka i zapomnieć o Polsce, choć pracując przez lata na ten sukces, mielibyśmy takie możliwości, by zakotwiczyć się tu na stałe. Jestem Polakiem i kocham Polskę taką, jaka jest – z jej wadami i zaletami. Wkurza mnie jednak czasem polska mentalność – dekadencja i pesymizm, którego podłoża nie potrafię zdiagnozować. Nasza nastawienie przekłada się na to, jak jesteśmy postrzegani na świecie. Jeśli „nasi” nie mają w „naszych” wsparcia w postaci chociażby wiary i dobrego słowa, skąd ta wiara miałaby pojawić się u obcych? Tak się działo przez lata na wspomnianej przeze mnie niedawno Eurowizji, tak się dzieje gdy polscy muzycy spychani są w swoim kraju na margines medialny kosztem gwiazd zza granicy. Na szczęście na swoich rodaków można zawsze liczyć będąc „poza”. To jest jakaś iskra nadziei. Kiedy wczoraj podczas koncertu w Szanghaju usłyszałem dochodzące z publiczności polskie pozdrowienia dodało mi to masę energii i motywacji. W gwarze i euforii prawie dwutysięcznej, chińskiej publiczności – polskie słowa trafią niczym z prędkością światła. Czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego jakie to cholernie ważne. Koncert był tak energetyczny, że publika nie chciała puścić nas ze sceny. Słowa jakie usłyszałem po koncercie od swoich rodaków z drugiego końca świata, gdy stwierdzili, że są dumni z tego, że są Polakami, gdy zespół z Polski dał „takiego czadu” utwierdziło mnie w przekonaniu, że Polacy za granicą są bardziej europejscy niż na swoim terytorium.



Uwierzmy się w siebie, by uwierzyli w nas inni. To naprawdę działa. Czołem!
Trwa ładowanie komentarzy...